Refleksja

Latanie bezsilnikowe
JaroXS
Posty: 363
Rejestracja: 29 maja 2017, 14:50
Reputation: 222
Latam: Tylko Swobodnie
Doświadczenie: Akrobata

Refleksja

Postautor: JaroXS » 07 września 2018, 22:43

Hej,



to jest moja prywatna refleksja, i być może są to mocne słowa ale w moim przekonaniu prawdziwe.

Pozdrawiam,
Jarek Borowiec | www.flyordie.info

Awatar użytkownika
Lucjan Piekutowski
Posty: 1011
Rejestracja: 30 grudnia 2015, 16:11
Reputation: 63
Lokalizacja: Krawężniki Pomorskie
Latam: Nie latam
Doświadczenie: Świeżak po Kursie

Re: Refleksja

Postautor: Lucjan Piekutowski » 18 września 2018, 22:43

Jarku, Świetny materiał. Ktoś wreszcie miał odwagę to powiedzieć. Mam wrażenie, że o pewnych rzeczach w tym sporcie się milczy, a wręcz niektóre aspekty paralotniowego latania się zakłamuje. Głównie chodzi tu o odpowiedź na postawione pytanie, czy paralotniarstwo jest bezpieczne. Po jakimś tam czasie latania, i słuchania tego co mówi środowisko, instruktorzy, kursanci i kibicujący, a także własnych doświadczeniach, dochodzę do podobnych wniosków.

Awatar użytkownika
Jackie
Posty: 234
Rejestracja: 16 września 2018, 13:59
Reputation: 13
Latam: Tylko Swobodnie
Doświadczenie: Świeżak po Kursie

Re: Refleksja

Postautor: Jackie » 19 września 2018, 10:05

Całkowicie się zgadzam z tą tezą. Przecież chyba nie przypadkowo ktoś zakwalifikował paralotniarstwo do sportów ekstremalnych ubezpieczyciele w tych sprawach są skrupulatni, skoro ubezpieczenie AC się od wypadków dla tego sportu jest wyższe niż np od jazdy na rowerze, to nieprzypadkowo . statystyki o tym mówią. Firmy finansowe jak ubezpieczalnie maja skomplikowane algorytmy matematyczne do wyliczenia tego rodzaju ryzyka. Liczba wypadków paralotniarzy jest liczbowa niewielka, ale jeśli porówna się ją do liczby aktywnych paralotniarzy (i nie jest liczba równa liczbie wydanych świadectw) to się okaże że statystyka wypadkowa sięgać może paru promili i to w stosunku do niewielkiej liczby godzin nalotu.
Przeglądając oferty szkół wszyscy piszą ze to sport bezpieczny, nie można tu mieć pretensji za to , bo mało kto by się zgłosił na kurs gdyby szkoła od razu przestrzegała ze to sport dużego ryzyka. Osobiście to bym może widział zamienne formy zachęcania ludzi do tego sportu . Przez przedstawianie to w stylu: że to jest wyzwanie, czy chcesz się nauczyć odpowiedzialności , panowania nad sobą, sprawdzić swoje umiejętności, sprawdź czy jesteś stworzony do latania, itd. A nie wmawianie że cię nauczą latać bez względu jak jesteś toporny, że jedynym sukcesem ma być zdanie egzaminu. Niektórzy faktycznie odbywają ten kurs aby poczuć adrealinę i z tym niestety trzeba się pogodzić i jedyne co można zrobić to stworzyć na tyle odpowiednie warunki aby odbyło się to bezpiecznie.
Najważniejsze jest jednak aby w trakcie kursu w miarę zagłębiania się w temat, instruktor w końcu dokonał naturalnej selekcji , przez przedstawienie realiów w tym sporcie, że ryzyko jest, że myślenie , szybka reakcja odgrywają istotną rolę w tym sporcie.
Moim zdaniem latanie pomocą wyciągarki,w czasie gdy termika nie jest aktywna jest dość bezpiecznie i taka forma uprawiania tego sportu w zasadzie jest dla wszystkich. I w ten sposób moim zdaniem powinien instruktor oceniać uczniów . Tym mniej zdolnym nie mówić że nie jest to dla niego, a własnie to że z uwagi że trudniej przyswaja sobie wiedzę, ma małą efektywna koordynację ruchów, powinien więcej narobić takich krótkich lotów, w międzyczasie przygotowując się kondycyjnie i motorycznie do bardziej wymagających lotów. Moim zdaniem kursy krótkie tygodniowe I i II etap są za krótkie bo po sobie odczułem braki kondycyjne i w pewnym momencie miałem wątpliwości czy to dla mnie. Jednak na egzaminie dwa tygodnie po kursie, bez żadnego latania w międzyczasie okazało się że wśród tych 15 zdających, nie wyróżniałem się zbytnio. Był prawidłowy start, wykonane manewry, lądowanie niemal dokładnie w miejscu startu, o dziwo mniejsze nerwy niż podczas kursu, tylko może poza jednym - uprząż może była za mała dla mnie bo nie mogłem się na górze wcisnąć w nią i mną trochę pobujało ze aż skrzydło zmieniło kierunek lotu :). Wniosek mój jest taki że po prostu kurs był za krótki czasowo a wysiłek podczas startów wymagał pracy innych partii mięśni których na co dzień się nie używa. Niestety instruktorzy zapominają o jednym ważnym punkcie przed ćwiczeniami- rozgrzewce. To powinno być obowiązkowo ,żeby niepotrzebnych kontuzji nie było w trakcie ćwiczeń, bo potem kursant ma jakieś bóle i popełnia więcej błędów , jest usztywniony. Druga sprawa to czas trwania kursów , nie ma za bardzo w ofercie szkół 2 tygodniowych kursów dla topornych w ofercie na etap I i II. Moim zamiarem było znaleść taki kurs ale się nie udało , znalazłem 9 dniowy który był skrócony o 1 dzień bo akurat zła pogoda była. może i zła ale szkoda było dnia, można było w tym czasie poćwiczyć co innego moim zdaniem, choćby sprawdzić kondycję kursantów i przy okazji od razu zweryfikować z kim będzie większy problem pod własnie tym kątem kondycyjnym
"Dubito ergo cogito, cogito ergo sum"


Wróć do „PG”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość