Sen o lataniu

Dyskusja na tematy nie pasujące w żaden sposób do pozostałych kategorii na forum. Dyskusje niezwiązane z glajtami, a nawet nielotnicze proszę umieszczać w "Szwarc, mydło i powidło"
Awatar użytkownika
Zbyszek Gotkiewicz
Posty: 4367
Rejestracja: 24 grudnia 2015, 10:54
Reputation: 618
Lokalizacja: góral świętokrzyski
Doświadczenie: Instruktor
Kontaktowanie:

Sen o lataniu

Postautor: Zbyszek Gotkiewicz » 24 grudnia 2018, 12:17

Poznawanie niezwykłych ludzi to największa dla mnie wartość dodana do latania. A jak niezwykli to ludzie niech świadczy ten sen spisany przez Kasię. Więcej można przeczytać pod linkiem:

http://keyla.geoblog.pl/podroze


Dawno temu miałam piękny sen… Oto jak zaczyna się ta historia…

Ciepło słońca. Wypukłości kamieni i miękkość trawy rosnącej pomiędzy nimi…rozłożyła ręce by wyraźniej poczuć owiewający ją wiatr. Delikatny, pełen zapachów i obietnic…Wypełniła płuca – nie, nie płuca, lecz całą siebie otaczającym powietrzem. Swoje ciało, krew, umysł i duszę... pozwoliła by wniknęło w nią i pomogło zrozumieć. Stać się częścią miejsca w którym stała. Narodzić się ponownie tu i teraz. Aby odnaleźć to, czego tak pragnęła…odnaleźć siebie. 
Otworzyła oczy. Początkowo słońce oślepiało. Po chwili jednak rozejrzała się z namysłem dookoła. Jak obraz – pomyślała przelotnie. Rozległa, delikatnie pofalowana równina w kolorze ciemnego brązu, poznaczona zielenią traw… soczystą i świeżą… tak mocno odcinającą się... Dopełnieniem całości było niebo, cudownie błękitne i głębokie. Zdawało się nieskończone i miękkie. Uśmiechnęła się delikatnie do otaczającego ją piękna. Poczuła, że gdzieś w głębi jej umysłu rodzi się zrozumienie…kształtuje się myśl, która - choć jeszcze ukryta - już zdawała się dominować. Tuż przed nią skraj urwiska. Podeszła ostrożnie i spojrzała w dół. U jej stóp – bosych nie wiedzieć czemu – rozpościerała się dolina. W nozdrza uderzył słodki kwiatowy zapach. Lawenda. Oszołomiona przypatrywała się rozległym fioletowym łąkom, zbiegającym się na horyzoncie z chabrowym niebem. Intensywność barw, zapachów i niesamowity spokój jakie ją otaczały zniewalały i dawały poczucie swobody jednocześnie. Poczuła się wolna…poczuła się sobą. Stopami wyczuła krawędź urwiska. Zamknęła oczy i skierowała twarz ku słońcu. Rozpostarła ręce. Zrozumienie napłynęło i wypełniło każdy nerw jej ciała. Przechyliła się delikatnie. Z uśmiechem patrzyła jak lawendowe łąki przybliżają się w zawrotnym tempie...Aż w końcu, tuż nad ziemią rozłożyła skrzydła…zieleń i fiolet zamieniły się w dwa barwne pasy przesuwające się szybko pod ciałem. Czuła się spełniona, odnaleziona i spokojna…Nareszcie! Nareszcie wiedziała kim jest! Przyjrzała się sobie…złote łuski…umięśnione skrzydła i piękne, niczym rzeźbione łapy zakończone szponami…Wszystko lśniło i błyszczało w promieniach słońca. 
- No tak…chyba po prostu jestem smokiem – mruknęła do siebie cicho i wzbiła się ku niebu. Radość eksplodowała, ogarnęła ją niczym gorączka, a ona pozwoliła by uchodziła z niej wraz z głośnym śmiechem i porykiwaniem.
- Jestem smokiem, złotym smokiem! Tak po prostu! Słyszysz mnie, świecie? Odnaleźliśmy się, ja i ty! – wołała nurkując znów ku lawendowym łąkom. Kiedy ostatnio czułam się tak szczęśliwa? Czy kiedykolwiek? Próbowała przypomnieć sobie co było przedtem…ale w tej chwili mogła jedynie upajać się swobodą i tym nieuchwytnym niemal poczuciem spełnienia i przynależności. Pierwszy raz była wolna, była sobą. Wspomnienia z przeszłości zaczęły napływać niespodziewanie. Odegnała je jednak.
- Nie psujmy sobie tak miłego dnia, kochana – mruknęła cicho do siebie – mamy lepsze zajęcie niż rozpamiętywanie. Teraz będzie już tylko lepiej…teraz będzie zupełnie inaczej!
Popatrzyła z wysoka na równinę. Widok zapierał dech w piersiach, szczególnie podziwiany z lotu ptaka. Lotu smoka – poprawiła się z uśmiechem. Brąz gleby i zieleń traw postrzegała niczym rozpostarty jedwabny obrus na stole całego świata…i niby rozlana przez nieuważnego giganta czy też boga fioletowa plama soku, lawendowa dolina wsiąkała w brąz i zieleń, splatała się na horyzoncie z chabrowym niebem. I ja, taki malutki ognik wśród barwnych eksperymentów natury – musimy dobrze razem wyglądać – ja i mój świat! 
Wzleciała tak wysoko jak tylko się odważyła. Czuła inny smak powietrza, inne zapachy. Skierowała się w dół…z całym impetem i radością mknęła ku zaplamionemu obrusowi. Coraz bliżej i bliżej…chciała jeszcze raz poczuć emocje gdy tuż znad ziemi wybije się znów wzwyż. Chciała…

Otworzyła oczy… nie mogła zrozumieć kim jest i gdzie jest. Po chwili w ciemnościach dostrzegła zarys swojego ciała leżącego na łóżku. Opornie wiedza wypełniała pustkę i błogą nieświadomość. 
- Do stu diabłów…wolałabym tam pozostać – westchnęła i uśmiechnęła się do siebie – mogłabym się już nie budzić…tam przynajmniej rozumiałam kim jestem. Akceptowałam otoczenie i ono akceptowało mnie…A poza tym, tam było tak pięknie i hmm…tak cudownie móc latać…ja chce wrócić! Natychmiast!
Ułożyła się wygodniej na łóżku i myślała tylko o Złotym Smoku, latającym radośnie nad Doliną Lawendy…
Sen nie nadchodził…
Zbyszek Gotkiewicz

Wróć do „Ogólne”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości