JaroXS pisze:Co do talentu, to sie z Toba nie zgodze. Ty musiales sie uczyc duzo z tego co opisales i ciezko pracowales aby ten poziom osiagnac. Mamy jednego chlopaka w firmie co skonczyl tylko podstawowke i jezeli chodzi o programowanie to po prostu widzi kod oczami na gotowo. Nie umie sie wyslowic dobrze, czesto sie jaka i denerwuje ale ma piekny umysl.
Nie zrozum mnie źle Jarda ale coś takiego nazywa się upośledzeniem umysłowym a nie talentem. Też miałem w liceum gościa,który zaginał nauczycieli. Wspomniana babka od matematyki w pewnym momencie przestała go brać do tablicy i łaskawym wzrokiem na lekcjach prosiła żeby nic się nie odzywał, bo generalnie kompromitował ją nieco przy ludziach jak okazało się, że wie dużo więcej od niej. Problemem były jego zdolności interpersonalne a raczej ich całkowity brak. Co mu z tego jego geniuszu jak nie ogarniał takich podstawowych rzeczy jak to, że gości nie podejmuje się na korytarzu przez drzwi (autentyczna sytuacja jak mu przyniosłem zeszyty do przepisania po jego chorobie).
IMHO jakikolwiek inżynier poza zdolnościami technicznymi powinien mieć szeroki zakres umiejętności miękkich. W mojej starej robocie też byli tacy (młodzież młodsza ode mnie), którzy jako tako ogarniali ale czasami dziecko w podstawówce zachowywało się lepiej od nich (a w zasadzie jednego synka z mojego byłego zespołu). Dlatego więc uważam, że nie jest do końca tak jak piszesz że programiście spada wydajność po 33 roku

On po prostu staje się wtedy tak zajebisty, że nie musi pisać kodu na akord. To jego opasłe doświadczenie zawodowe przemawia samo przez jego osobę
// By the way: Znam kilku zawodowych sportowców w różnych dyscyplinach. Kilka razy spotkałem gościa, który był nawet na IO. Widzę więc
// jak wygląda kwestia szkolenia i rekrutacji do klubów od podszewki. To nie jest do końca tak, że tam jest jakaś kuźnia talentów. Oczywiście
// bierze się (a raczej zachęca) dzieci bo dzieci mają: czas na treningi, lata przed sobą do puki ich zdrowie siądzie (a raczej zostanie
// wykończone) do punktu w którym już sportu uprawiać się nie da, brak 'złych nawyków' motorycznych których u starszego już
// byś się nie pozbył, oraz brak wyobraźni o potencjalnych konsekwencjach swojego działania -> dziecko zrobi Ci coś czego ty byś się
// bał bo nie wie że może mu się stać krzywda.
//
// Może kiedyś było inaczej bo dzieciaków było dużo i wyglądało to jak rada instruktorów w książce Meissnera "Trzy Diamenty" gdzie panowie
// działacze decydowali kto może latać a kogo szkolenie przebiega za wolno. Teraz jest to raczej albo wyciąganie dzieciaków z patologii typu
// alkohol, bieda, przestępczość itp, co zawszę propsuje albo po prostu szukanie kogokolwiek do klubu bo nie ma żadnych młodych. Część
// z nich faktycznie osiągnie sukces ale to raczej procent jak nie promil. Reszta odpadnie, bynajmniej nie dlatego, że nie mają talentu.
// Powodów jest jak zwykle kilka (moim zdaniem:
// A -> Działacze i układ zamknięty w klubach sportowych; B -> Brak pieniędzy; C -> Brak obiektów i sprzętu.
//
// Problemem (bardzo dużym) jest to, że z moich prywatnych obserwacji wynika, że ani działacze ani trenerzy nie zastanawiają się w ogóle
// co te dzieciaki mają robić po sporcie. Jak mają zarabiać pieniądze, jak mają zdobyć wykształcenie itp. Talenty kończą się potem tak,
// że po X lat kariery nie osiągnęło się nic szczególnego. Nie ma się sponsorów, emerytury olimpijskiej, zawodu i doświadczenia.
// No jak żyć panie premierze? Można ciułać jako nauczyciel WFu w szkole ale co to są za pieniądze i co to za kariera? 3500 brutto
// do emerytury (żeby tyle było) bez szans na żaden rozwój to kiepska perspektywa.
ciacholot pisze:Mnie się wydaje, a raczej jestem przekonany, że z tą "wysokością" zarobków problem ma tylko sam zarabiający.
Cześć,
Moim zdaniem nie masz racji i albo masz po prostu takie szczęście do ludzi albo żyjesz w trochę wyidealizowanym świecie i pewnie do tego prowadzisz własną firmę a nie jesteś na etacie. Mnie kiedyś bardzo irytowały zapisy z umów o prace o poufności zarobków. Uważałem to za buractwo do momentu do puki pracując w rakowym korpo nie zobaczyłem jak to wygląda zza kulis.
Niesprawiedliwości i nierówności są bowiem podstawą naszego społeczeństwa . Gdyby każdy miał to samo życie było by nudne, bo nie było by nic do osiągnięcia. W przypadku rakowego korpo pewne osoby nie przyjmowały do wiadomości, że ich praca jest mniej warta niż praca innych osób. Dyrektor dawał podwyżki programistą tylko dlatego, żeby uniknąć trzeciego zwolnienia w miesiącu pomimo tego, że uważał otwarcie że programiści zarabiają tam za dużo. Ujawniając kwotę z umowy koledze, któremu niby się do tej pory ufało ryzykowało się tym, że ta wiedza dojdzie do najlepszej psiapsiółki kierowniczki działu personalnego. A że w korpo panował pier****y układ zamknięty w którym rządziła ta kierowniczka i jej 'krewni i znajomi królika' to potem wyglądało to tylko tak, że o czymkolwiek można było na dłuższy czas zapomnieć. Procedowanie awansów i podwyżek potrafiło się ciągnąć miesiącami.
Na całe szczęście zwolniłem się z tego korpo i prowadzę własną firmę. Problemem jednak jest to, że o ile od rakowych kolegów się odwrócisz, to od rakowej rodziny może być już problem. Odciąłem się od części mojej rodziny (rodzeństwo rodziców), chociażby od opisanego w tekście wujaszka, który był bardzo zawiedziony gdy dowiedział się, że latam mniej niż mu się wydawało. Żeby nie było, wujaszek ma pieniędzy jak ja lodu w zamrażalniku ale po prostu jest osobą, która lubi się pokazać.
Uważam więc (choć Ty się ze mną pewnie nie zgodzisz), że nie chcę się przed tego typu ludźmi odsłaniać z mojego prywatnego życia, żeby potem się po prostu niepotrzebne denerwować i znosić tego typu upodlenia jak widok zawiedzionej twarzy wujaszka i teksty przy ludziach typu "No a ja myślałem, że ty więcej latasz".