Pewnie wywołam burzę, ale nie mogę się powstrzymać.
Chciabym poruszyć temat, może mało istotny, ale nie dający mi spokoju od jakiegoś czasu.
Mianowicie męczy mnie słuchanie korespondencji radiowej zaczynającej się od słów (Np): "Wyciągarka do Startu". Przy czym w tym wypadku wołającym jest Start. Albo: "Zosia do Wojtka" - woła Wojtek. Zwroty takie, z punktu widzenia języka polskiego, nie mają sensu, natomiast z punktu widzenia zasad korespondencji radiowej kojarzą mi się ze stwierdzeniem - "gdzieś dzwonią, ale nie wiem w którym kościele". Próba poprawienia sensu językowego polegająca na wołaniu: "Zosia DLA Wojtka" (słyszałem takie wersje), jest już całkiem kuriozalna i zakrawa na przedmiotowe traktowanie istoty ludzkiej

Tłumaczę sobie powstanie takiej maniery faktem, że kiedyś Wojtek chcąc wywołać Zosię robił to tak: "Wojtek do Zosi" (taki zwrot ma sens w j. polskim), jednak dowiedział się z czasem, że według zasad korespondencji, na pierwszym miejscu powinno wymieniać się tego kogo się woła, a następnie przedstawiać tego kto woła. I to jest prawda, ale zawsze w dorosłej korespondencji brzmiało to tak:
"Zosia TU Wojtek" albo w skrócie: "Zosia, Wojtek", albo: "Babice Kwadrat, November Bravo Alfa".
Takie zwroty były ogólnie przyjęte i miały sens za razem.
Nie wiem dlaczego u nas przyjęła się kaleka wersja tych zawołań. A może coś się zmieniło? Może wszędzie już tak się mówi z jakiegoś powodu? Jeśli tak to niech mnie ktoś uświadomi.
Wiem, że jeśli nawet jest to typowo paralotniarska maniera, to pewnie nie uda się jej zmienić, gdyż tradycja jest już silna w narodzie i pozostanę dinozaurem wołającym przez radio Wielebnego: "Wielebny tu Szwajcar". Niestety nie chce mi przejść przez gardło wersja paralotniarska.
Ktoś poprze moją krucjatę?
Pozdrawiam
Szwajcar