Marcin. pisze:...widziałem ten film nagrany VHS w górach gdy zabrało dwa skrzydła ,ale na płaskim chyba to inna sprawa?
P.S. Paradoksalnie w górach diabełki mają więcej czasu na uformowanie się w jakiś sensowny komin zanim dotrą do startowiska. W końcu miejsca do startów znajdują się zazwyczaj wysoko i ta cała banda diabłów zdąży już napotkać miejsca gdzie się może urwać (dosłownie odkleić od podłoża) zanim dotrze w formie regularnego wydmuchu do szczytu. Odwracając sytuację, nikt rozsądny nie tworzy startowiska w miejscu pierwszych oderwań bąbli od ziemi, bo nie dość, że niebezpieczne, jest to zwyczajnie nieefektywne.
Na płaskim obszary nagrzewające się są dużo bardziej rozległe a wyzwalaczy jest mniej, przez co są bardziej "utajone" a efekt oderwania jest bardziej dramatyczny. Faktem jest, że większość czasu spędzam na płaskim, jednakże 90% dust-devilów jakie widziałem to te hasające po nizinnych polach i okolicznych wsiach bąble oderwane za przejeżdżającym ciągnikiem, czy tuż nad kępką krzaków na środku wielkiego, świeżo zaoranego pola (fakt, te łatwiej zauważyć ze względu na unoszące się tumany piachu i kurzu). Tu jeden z moich ulubionych filmów pokazujących temat z zasobów Darka:
Siedząc na stoku, jeszcze nigdy nie zauważyłem dust-devila, zawsze to był już komin uformowany w jakieś noszenie (na marginesie: ci którzy potrafią rozpoznać oznaki nadciągającego komina w górach, to osoby, które zajmują wysokie pozycje w rankingach lotów, reszta odpala w duszeniu za kominem i potem twierdzi, że "nie nosiło").